Kajakarstwo górskie to sport dla tych, którzy lubią, gdy żywioł stawia im wyzwania. Zamiast spokojnych jezior – rwące potoki, skalne progi i wodospady. Tu liczy się refleks, odwaga i szacunek do natury. To nie tylko adrenalina, ale też sposób na reset – cisza, dzikie krajobrazy i koncentracja na każdej sekundzie. Kajakarstwo górskie to także piękno – dzikie krajobrazy, cisza przerwana tylko szumem wody i ten wyjątkowy stan flow, w którym liczy się tylko tu i teraz. Może właśnie dlatego Gracjan Groberski, Szef Kuchni z duszą odkrywcy, po pracy zamienia kuchnię na rzekę. Bo i jedno, i drugie potrafi porządnie ponieść.
Ania: Dołączyłeś do naszej Restauracji Picaro w Zgorzelcu w ubiegłym roku, ale w gastronomii działasz już od piętnastu lat. Na co dzień zarządzasz kuchnią, a po pracy… wskakujesz do kajaka. Kajakarstwo górskie to dla Ciebie coś więcej niż sport?
Gracjan: Zdecydowanie. To nie tylko adrenalina – to kontakt z naturą, wyciszenie, walka z własnymi słabościami. Woda uczy pokory. Kajaki to mój drugi dom
– coś, co pozwala mi się odciąć od codzienności i wrócić do siebie.
Ania: Pamiętasz swój pierwszy spływ?
Gracjan: Jasne. Miałem wtedy dziesięć lat. Trener zabrał nas na tor w Leśnej. Po wcześniejszych treningach na płaskiej wodzie nagle zderzenie z nurtem – to było coś. Strach, ekscytacja, totalna niewiedza. To pierwsze zetknięcie z żywiołem zostaje w głowie na zawsze.
Ania: I od razu Cię to wciągnęło?
Gracjan: Wciągnęło jak nurt rzeki. W Leśnej był klub piłkarski i kajakowy – większość dzieci próbowała obu. Ja też grałem w piłkę, ale to woda mnie zatrzymała na dłużej. Lubię wodę, sporty wodne – to moje środowisko naturalne.
Ania: Co najbardziej pociąga Cię w kajakarstwie?
Gracjan: Połączenie siły fizycznej, techniki i kontaktu z naturą. W slalomie masz do pokonania 22 bramki w rwącym nurcie – każda sekunda się liczy, a każda rzeka
ma inną osobowość. Są też inne dyscypliny – kajak polo, czyli piłka ręczna na wodzie, i zjazd, coś w rodzaju wodnego maratonu. Trener zawsze zabierał nas na
zawody we wszystkich trzech konkurencjach – najwięcej trenowałem slalom, potem polo, zjazd najmniej.
Ania: A zawody? Startujesz nadal?
Gracjan: Tak, startuję i startowałem od dziecka. Mam na koncie ponad 25 medali – zarówno w slalomie, jak i kajak polo. Startowałem w Mistrzostwach Polski i zdobywałem tam medale. Najbardziej pamiętam te pierwsze – w Leśnej, u siebie. Trener organizuje tam co roku Memoriał Ireneusza Kielera – naszego kolegi kajakarza, który zginął w wypadku motocyklowym. Te zawody mają dla mnie ogromne znaczenie, bo kiedyś startowałem tam jako dziecko, dziś – jako weteran. I wciąż wracam z medalem.
Ania: Czyli Twoje pasmo sukcesów to nie przypadek.
Gracjan: To efekt lat pracy i systematyczności. Każdy medal to nie tylko nagroda za wyścig, ale symbol tego, że się nie poddałem. Z Leśnej jeździliśmy na zawody po całej Polsce – Kraków, Nowy Sącz, Szczawnica, Drzewica, Wietrznice, Krościenko... I za granicę też – Czechy, Niemcy. Kajakarstwo zabrało mnie w wiele pięknych miejsc i dało mnóstwo doświadczeń.
Ania: A teraz – jako weteran?
Gracjan: Startuję w kategorii 35+ czyli już weterani kajakarstwa. Planuję wystartować w tegorocznych Mistrzostwach Polski Weteranów. To mój główny cel. Chciałbym zdobyć złoto. To byłoby piękne domknięcie pewnego etapu, ale też nowy rozdział – może już w roli instruktora.
Ania: Masz swoje ulubione miejsca do pływania?
Gracjan: Leśna – wiadomo. Tam się wszystko zaczęło, tam wracam najchętniej. Czasem tylko po to, żeby posiedzieć nad rzeką, popatrzeć, pomyśleć. Drugim ukochanym miejscem są Wietrznice koło Krakowa – tor idealny dla młodych zawodników, ale i świetny do treningu technicznego. No i Praga – piękny tor, niesamowita atmosfera.
Ania: Woda to walka czy współpraca?
Gracjan: Współpraca. Woda to żywioł, ale trzeba ją zrozumieć i szanować. Nie wolno być zbyt pewnym siebie – wystarczy chwila, jeden błąd, i lądujesz pod wodą. Trzeba być czujnym, opanowanym, ale też ufać sobie. Dokładnie tak samo jak w kuchni.
Ania: W kuchni też bywa ekstremalnie?
Gracjan: Oj, bywa ostro. Wesele na 200 osób, wycieczka na 50 osób, czy sytuacja, gdzie krem z kalafiora skwaśniał godzinę przed kolacją dla 80 osób. Trzeba działać – bez paniki, z głową. W takich chwilach sport bardzo mi pomaga. Uczy szybkiej analizy, opanowania i improwizacji. Zdarzyło się nawet, że spaliła się cała partia kaczki na wesele – trzeba było ratować sytuację. Obciąłem spaloną skórę, glazurowałem w sosie, dodałem szczypiorek i nikt się nie zorientował. Wszyscy byli zadowoleni.
Ania: Zimna głowa w sytuacjach stresujących jest mega ważna. Miałeś momenty zwątpienia lub braku chęci dalszego trenowania?
Gracjan: Tak. Gastronomia mnie wciągnęła, aż zapomniałem o sporcie. Zostałem pracoholikiem. Przyszedł moment wypalenia. Mówię: "co teraz?".
I wtedy przypomniałem sobie, co daje mi rzeka. Kupiłem kajak, wróciłem do treningów, odzyskałem równowagę. Sport mnie dosłownie uratował.
Ania: Czyli powrót do korzeni, a masz swoje rytuały związane z kajakami?
Gracjan: Przed zawodami – cisza, odcięcie się od wszystkiego. Skupienie. Po treningu – zawsze chwila refleksji: analizuję, co zrobiłem dobrze, co mogę poprawić. Taka rozmowa z samym sobą. To mój osobisty rytuał. Myślę: „co dobrego zrobiłem dzisiaj, co zawaliłem, co poprawię jutro”.
Ania: A w kuchni?
Gracjan: Nie mam przesądów, ale cenię sobie porządek, skupienie. Lubię mieć kontrolę nad przestrzenią, jak nad kajakiem w nurcie. I staram się uczyć tego innych – nie tylko techniki, ale systematyczności. Codziennie małą łyżeczką – to moja zasada. Nie chodzi o zryw, tylko o codzienny, mały krok.
Ania: Ulubione danie po treningu?
Gracjan: Pancaki biszkoptowe z kremem waniliowym i świeżymi owocami. Po treningu – zwłaszcza w zimnej wodzie – organizm domaga się energii. To mój klasyk regeneracyjny.
Ania: A gdybyś miał stworzyć danie inspirowane kajakarstwem?
Gracjan: Pstrąg – smażony. W rzekach, po których pływam, aż roi się od pstrągów. Naturalne skojarzenie.
Ania: Co powiedziałbyś komuś, kto mówi: „Jestem za stary na kajaki”?
Gracjan: Nie ma czegoś takiego. Mój trener ma ponad 60 lat i nadal pływa. Można zapisać się na kurs z instruktorem – uczysz się teorii i praktyki, bezpiecznie. Sam planuję zrobić uprawnienia instruktora. Chciałbym przekazać tę pasję dalej, może nawet otworzyć coś lokalnie.
Ania: A Twój syn? Pływa z Tobą?
Gracjan: Próbowałem zarazić, ale na razie nie zaskoczyło. Może jeszcze przyjdzie czas – nie zmuszam. Ma 10 lat, tyle co ja, gdy zaczynałem. Zobaczymy.
Ania: To wszystko brzmi, jakby sport naprawdę uratował Twoją drugą pasję – gotowanie.
Gracjan: Tak było. Dzięki kajakom wróciłem do równowagi, do siebie. Dziś znów lubię gotować, lubię pracować z ludźmi i nie idę do pracy jak za karę. Sport przewietrza mi głowę. W kajaku nie myślę o rachunkach, kuchni, problemach. Skupiam się tylko na wodzie. To daje ogromną siłę.
Ania: Życzę Ci, żebyś zrealizował swój cel – stanął na podium Mistrzostw Polski Weteranów i może... żebyś w przyszłości otworzył swoją szkółkę kajakarską, tu, lokalnie.
Gracjan: Też o tym marzę. Chciałbym kiedyś przekazać dalej to, co sam dostałem – pasję, konsekwencję, radość z ruchu. Może kogoś zarażę tą wodą tak, jak kiedyś mnie zaraził trener.
Ania: Dziękuję Ci za rozmowę – i za to, że opowiedziałeś nam trochę więcej.
Gracjan: Dzięki! Do zobaczenia – może w kuchni, a może nad rzeką.
